Kiedy się obudziłam było już ciemno.
Strzelam, że trochę spałam... Z zewnątrz było słychać czyjeś głosy.
Zaciekawiona wyszłam z pokoju i pokierowałam się za dźwiękiem rozmów,
który doprowadził mnie do salonu. W pomieszczeniu znajdował się Liam
wraz z dwoma innymi chłopakami. Zawstydzona chciałam się wycofać, ale
niestety Liam zdążył mnie dostrzec.
- O śpiąca królewna wstała.
Zaśmiał
się zwracając na mnie uwagę reszty. Pozostali chłopcy zmierzyli mnie
wzrokiem oblizując przy tym seksownie wargę. Lekko się przestraszyłam
widząc ich nastawienie co do mnie.
- Chodź tu do nas. - Zachęcił
Liam gestem ręki. Chcąc nie chcąc usiadłam obok Liama, który
natychmiastowo objął mnie ramieniem.
- Anne, to Zayn i Harry. - Przedstawił mi ich wskazując odruchowo dłonią.- Chłopaki to jest Annabelle. -Kontynuował. Obydwoje uśmiechnęli się do mnie zadziornie, co mnie zniesmaczyło.
- Jesteście razem? - Doszedł do mnie głos, jak sądzę, Zayna. Spojrzałam na niego spod ukosa.
- Nie. Oczywiście, że nie. - Powiedziałam pewna swoich słów. Poczułam, że Liam ściska mnie bardziej do siebie, co mnie zdziwiło. Boję się, że będzie zły na mnie i znów zrobi mi coś czego bym bardzo nie chciała.
- Więc co robisz u niego w domu? - Nadal dopytywał Zayn. Tak bardzo chciałam powiedzieć mu prawdę, ale nie wiedziałam czy oni wiedzą wszystko o życiu Liama. Nie chciałam oberwać.
- Jest moją dziwką. - Gdy to usłyszałam myślałam, że zaraz mu przywalę. Jak on tak śmiał!? Chłopaki spojrzeli na mnie tak jakby Liam właśnie dał im pozwolenie na pieprzenie mnie.
- Chyba w snach. - Wysyczałam pełna złości. Chciałam wstać, ale Liam skutecznie mnie powstrzymał.
- Kochanie, to tylko żart. - Powiedział i zaśmiał się pod nosem.
- Nie śmieszny. - Skwitowałam krótko. Mam dość jego dziecinnego zachowania. Jest starszy ode mnie, a zachowuje się jak rozpieszczony dzieciak.
Nagle zauważyłam jak Harry wyciąga całą zgrzewkę piwa i podaje każdemu po jednym. W pewnym momencie spojrzał na mnie pytająco. Już chciałam się odezwać, ale wyprzedził mnie Liam.
- Ona nie pije. - Powiedział pewny siebie.
- Ależ pije. - Oburzyłam się, w tej chwile to ja wyglądałam jak małe dziecko. Liam spiorunował mnie wzrokiem, ale nie odebrało mi to odwagi. Przecież chyba nic mi nie zrobi przy swoich kolegach, no nie?
- Dlaczego nie pozwolisz jej się napić? - Zdziwił się Harry.
- Harry. Ona jest niepełnoletnia. - Zachowywał się jakby danie siedemnastolatce jednego piwa było przestępstwem. A nawet jeśli, to jest to Liam Payne. Gówno mu zrobi policja, bo sama się go boi i spieprza gdy tylko go widzi. Jedynie Zayn siedział i nic się nie odzywał, obserwował całą tą sytuację z ciekawością wymalowaną na twarzy.
- Jakbyś nigdy nie dał dziewczynie alkoholu. - Powiedział sarkastycznie Harry, wywracając przy tym oczami.
- Ona nie jest taka jak tamte. - Gdy Liam to powiedział, nie wiedziałam co o tym myśleć. Te słowa mogły wiele znaczyć, aczkolwiek ja nie miałam pojęcia o co chodziło chłopakowi. Spojrzał na mnie niepewnie, po czym widząc moje maślane oczka, znów się odezwał. - No dobra, ale tylko jedno piwo. Rozumiemy się Styles? - Powiedział to z groźbą w głosie, jednak Harry nic sobie na to nie zrobił. Podał mi zimne piwo i uśmiechnął się wesoło. Podziękowałam cicho i oparłam się z powrotem o wysportowany tors Payne'a. Gdy to zrobiłam usłyszałam cichy jęk chłopaka, który wydobył się wprost do mojego ucha, przez co po całym ciele przeszły mnie dreszcze.
Podobno w dobrym towarzystwie czas mija bardzo szybko i wtedy również tak było. Nim się obejrzeliśmy było już dawno po północy. Gdybym była teraz w domu, Niall byłby wściekły, że jeszcze nie śpię wiedząc, że jutro miałabym iść do szkoły. Aczkolwiek nie jestem u siebie, a tu nie chodzę do szkoły, lecz powiem wam szczerze, że wolałabym już chodzić do tej głupiej budy niż całe dnie spędzać z Liamem...
Harry dotrzymał swojej obietnicy i nie dał mi więcej niż jednego piwa. Właściwie to nie wiem po co Payne tak strasznie się przejmował .tą sprawą z alkoholem. Fakt, może nie jestem jeszcze pełnoletnia, aczkolwiek już nie raz opiłam się tak, że nie mogłam nawet na nogach ustać sama. W końcu gdy się mieszka z samym bratem, którego ciągle nie ma w domu, to robi się różne rzeczy. Nigdy nie należałam do typowych "grzecznych dziewczynek". Z tego wszystkiego nawet nie mam pojęcia kiedy usnęłam...
Obudziły mnie promienie słoneczne przedostające się przez lekko uchylone okno. Leniwie otworzyłam oczy i spostrzegłam, że jest już po 12. Ostatnio bardzo dużo śpię, ale jakoś mi to nie przeszkadza. W końcu i tak nie mam tu nic innego do roboty. Tak bardzo chciałabym wrócić do domu, albo chociaż dowiedzieć się co słuchać u Nialla. Martwię się o niego. Spojrzałam podejrzliwie w bok, lecz nikogo tam nie zastałam. Spałam sama, wiec ciekawe co z Liamem. Chociaż nie, nie obchodzi mnie to. Po dłuższym czasie rozmyślania, postanowiłam wreszcie wstać i ogarnąć się. Skierowałam się do łazienki i rozebrałam, a następnie weszłam pd ciepły strumień wody. Pod prysznicem spędziłam sporo czasu, całe ciało myłam powoli i starannie. Nigdzie mi się nie spieszyło. Gdy już wyszłam i okryłam się szczelnie ręcznikiem, usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi wejściowych, a następnie kroki w głąb domu. Nawet nie wiedziałam, że Liama nie było. Może dlatego obudziłam się sama. Tylko ciekawi mnie gdzie on był, nie bał się zostawić mnie samą, przecież mogłam uciec. Szybko wytarłam całe ciało i ubrałam w wcześniej przygotowane ubrania. Gdy wykonałam wszystkie podstawowe czynności, opuściłam łazienkę i udałam się w poszukiwaniu chłopaka. Ostrożnie zeszłam z dość stromych schodów i pokierowałam się do kuchni, gdzie znalazłam Liama popijającego kawę.
- Hej. - Przywitałam się nieśmiało. Liam spojrzał na mnie zaalarmowany moją obecnością, po czym lekko się uśmiechnął.
- Chcesz kawy? - Spytał zerkając w stronę ekspresu do kawy.
- Nie, dzięki. - Odmówiłam grzecznie, lecz Liam nadal patrzył na mnie pytającym wzrokiem. - Nie lubię kawy. - Wyjaśniłam krótko, na co ten przytaknął. Postanowiłam jednak zrobić sobie herbaty, więc nastawiłam wodę w czajniku na gaz i usiadłam na przeciwko Liama.
- Gdzie byłeś rano? - To pytanie nawiedzało moje myśli już od dłuższego czasu. Chłopak spojrzał na mnie jakby trochę zdziwiony moim bezpośrednim zapytaniem.
- Musiałem coś załatwić. - Odparł wymijająco. Stwierdziłam, że nie będę brnąć dalej w ten temat i po prostu odpuściłam. Liam wydawał się wdzięczny, że nie ciągnęłam dalej tej myśli.
sobota, 27 czerwca 2015
czwartek, 11 czerwca 2015
#14 Przeprosiny.
Nagle poczułam jak Liam kładzie mnie na czyś miękkim, z tworzywa wywnioskowałam, że to łóżko. Najlepiej żeby teraz zostawił mnie samą, abym mogła spokojnie iść spać. Wtuliłam się w przyjemną poduszkę i starałam zasnąć. Natychmiast otworzyłam ozy gdy niespodziewanie poczułam jak chłopak odpina mi spodnie. Przestraszyłam się i to poważnie. Po tym co mi wcześniej pokazał mogłam się spodziewać wszystkiego. Liam chyba zauważył mój niepokój, bo postanowił się odezwać.
- Spokojnie. - Powiedział zsuwając ze mnie spodnie. - Będzie ci wygodniej. - Wytłumaczył najnormalniej w świecie. Ulżyło mi i to bardzo. Przełknęłam ogromną gulę w gardle i ponownie zamknęłam oczy. Liam zdjął również ze mnie górną część odzieży, a zastąpił ją swoją o wiele za dużą na mnie bluzką. Gdy już myślałam, że to wszystko i mogę wreszcie normalnie odpłynąć, usłyszałam cichy głos chłopaka.
- Trzeba odkazić rany. - Nie miałam już siły na te całe bawienie się z dezynfekcją. Nic mi nie będzie do jutra, przecież to tylko pobicie, a nie drastyczny wypadek.
- Jutro. - Wybełkotałam sennie chcąc, aby się już ode mnie odczepił. Liam spojrzał na mnie groźnie, przyglądając się w skupieniu każdemu centymetrowi mojego ciała.
- No dobra, rano. - Westchnął zrezygnowany. Otworzyłam oczy by spojrzeć na chłopaka, który właśnie wybierał sobie bokserki. Pewnie idzie wziąć prysznic. Mnie też by się przydał. Pomyślałam pół we śnie.Po około dziesięciu minutach poczułam, że materac lekko się ugina, co sygnalizowało, że Liam już wrócił. Pewnym ruchem przyciągnął mnie do siebie i położył swoje dłonie na moim brzuchu. Każdy jego dotyk sprawiał mi ogromny ból, ale wolałam nie przyznawać się do tego. Byłam tak wyczerpana, że wystarczyła dobra pozycja, aby pochłonęła mnie otchłań marzeń.
Jakoś nie mogłam spać w nocy, ciągle coś mi przeszkadzało i rozpraszało mnie, a ból praktycznie każdej części ciała w niczym nie pomagał. Obudziłam się jako pierwsza, Liam nadal smacznie spał. Wyglądał tak słodko i niewinnie, a zarazem seksownie.... STOP.
Anne, o czym do cholery myślisz!? To właśnie on jest odpowiedzialny za całe zło, które na ciebie
spadło.
Kłóciła się moja wewnętrzna "ja"chciałam wstać lecz ogromny ból brzucha przeszkodził mi w tym. Z moich ust wydobył się przeraźliwy jęk rozpaczy, który obudził Liama. Zrezygnowana z powrotem opadłam na łóżko.
- Wszystko okej? - Spytał zagubiony chłopak.
- Nie kurwa, nie jest okej. - Powiedziałam zła na cały świat, a już w szczególności na niego.
- Czyżbyś się nie wsypała?
- Jak mogłam się kurwa wsypać, skoro dosłownie każda część mojego ciała jest tak poobijana, że aż boję się spojrzeć w lustro. - Wyznałam nadal poirytowana.
- Ah tak. Trzeba to odkazić. - Powiedział wstając i wyszedł do łazienki.
- Co? - Spytałam samą siebie, ale dopiero po chwili przypomniałam sobie wczorajszą rozmowę.
[... - Trzeba odkazić rany. - Nie miałam już siły na te całe bawienie się z dezynfekcją. Nic mi nie będzie do jutra, przecież to tylko pobicie, a nie drastyczny wypadek.
- Jutro. - Wybełkotałam sennie chcąc, aby się już ode mnie odczepił. Liam spojrzał na mnie groźnie, przyglądając się w skupieniu każdemu centymetrowi mojego ciała.
- No dobra, rano. - Westchnął zrezygnowany...]
Leżałam "grzecznie" czekając na powrót chłopaka. Mam nadzieję, że nie będzie boleć... Po krótkiej chwili Liam wrócił z wszystkimi potrzebnymi rzeczami.
- No to od czego zaczynamy? - Spytał jakby miało to być zabawne. Chyba nie oczekiwał na to odpowiedzi, ponieważ niemal od razu wziął się za odkażanie mojej twarzy.Następne były ręce i nogi. Gdy mnie dotykał czułam przyjemne iskry w tym miejscu, a już w szczególności na odsłoniętym brzuchu. Gdy skończył poczułam lekki zawód.
- Chodź na śniadanie. - Polecił jakby nieobecny. Delikatnie przytaknęłam głową i powoli wstałam, kierując się za nim do kuchni. Liam przygotował naleśniki, które niemal od razu zjadłam. W końcu od dłuzszego czasu nie miałam nic w ustach.
- Anne, ja.. przepraszam. Trochę mnie poniosło wczoraj. - Przyznał spuszczając ze mnie wzrok. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- No co ty nie powiesz. - Zakpiłam z jego wypowiedzi.
- Anne ja nie chciałem doprowadzić cię do takiego stanu, no ale kurwa uciekłaś mi. To też twoja wina.
- No oczywiście, że moja wina. - Powiedziałam wymachując rękoma. - Gościu czy ty bierzesz pod uwagę to, że mnie porwałeś?
- Nie wymądrzaj się. - Pouczył mnie.
- Jasne. - Prychnęłam i poszłam do kuchni nalać sobie coś do picia. Gdy to robiłam nagle poczułam ręce Liama na mojej talii. Próbowałam je zrzucić, ale ucisk był zbyt mocny. Szybkim ruchem obrócił mnie w swoją stronę i namiętnie pocałował. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje, to wszystko było takie gwałtowne. Choć był to nieplanowany pocałunek muszę przyznać, że podobał mi się. Czułam przyjemne motyle w dole brzucha, których już dawno nie doświadczyłam. Oczywiście było to głupie i niedorzeczne, przecież to mój porywacz. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy zabrakło nam powietrza. Automatycznie oblizałam wargi, a Liam zaśmiał się pod nosem.
- Podobało ci się? - Spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Co to w ogóle miało znaczyć? - Spytałam z wyrzutem.
- A czy to musiało coś znaczyć? - Znów ta jego pewność siebie, doprowadza mnie to do szaleństwa.
- A wiesz co? Daj mi święty spokój. - Powiedziawszy to udałam się do "swojego" pokoju. Dlaczego życie musi być takie pogmatwane... przydałaby się porządna instrukcja obsługi. Położyłam się wygodnie na łóżku i rozmyślałam o tym dziwnym uczuciu, które towarzyszyło mi podczas pocałunku.
Czy ja czuje coś do Liama?
Sama nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiem tylko, że to bardzo prawdopodobne. W końcu ja lubię popełniać błędy. Tak byłam pochłonięta monologiem, który prowadziłam wewnątrz, że nawet nie zorientowałam się, kiedy usnęłam. Musiałam być bardzo niewyspana lub po prostu te emocje mnie przerosły. Podobno sen jest dobry na wszystko.
- Spokojnie. - Powiedział zsuwając ze mnie spodnie. - Będzie ci wygodniej. - Wytłumaczył najnormalniej w świecie. Ulżyło mi i to bardzo. Przełknęłam ogromną gulę w gardle i ponownie zamknęłam oczy. Liam zdjął również ze mnie górną część odzieży, a zastąpił ją swoją o wiele za dużą na mnie bluzką. Gdy już myślałam, że to wszystko i mogę wreszcie normalnie odpłynąć, usłyszałam cichy głos chłopaka.
- Trzeba odkazić rany. - Nie miałam już siły na te całe bawienie się z dezynfekcją. Nic mi nie będzie do jutra, przecież to tylko pobicie, a nie drastyczny wypadek.
- Jutro. - Wybełkotałam sennie chcąc, aby się już ode mnie odczepił. Liam spojrzał na mnie groźnie, przyglądając się w skupieniu każdemu centymetrowi mojego ciała.
- No dobra, rano. - Westchnął zrezygnowany. Otworzyłam oczy by spojrzeć na chłopaka, który właśnie wybierał sobie bokserki. Pewnie idzie wziąć prysznic. Mnie też by się przydał. Pomyślałam pół we śnie.Po około dziesięciu minutach poczułam, że materac lekko się ugina, co sygnalizowało, że Liam już wrócił. Pewnym ruchem przyciągnął mnie do siebie i położył swoje dłonie na moim brzuchu. Każdy jego dotyk sprawiał mi ogromny ból, ale wolałam nie przyznawać się do tego. Byłam tak wyczerpana, że wystarczyła dobra pozycja, aby pochłonęła mnie otchłań marzeń.
Rano.
Jakoś nie mogłam spać w nocy, ciągle coś mi przeszkadzało i rozpraszało mnie, a ból praktycznie każdej części ciała w niczym nie pomagał. Obudziłam się jako pierwsza, Liam nadal smacznie spał. Wyglądał tak słodko i niewinnie, a zarazem seksownie.... STOP.
Anne, o czym do cholery myślisz!? To właśnie on jest odpowiedzialny za całe zło, które na ciebie
spadło.
Kłóciła się moja wewnętrzna "ja"chciałam wstać lecz ogromny ból brzucha przeszkodził mi w tym. Z moich ust wydobył się przeraźliwy jęk rozpaczy, który obudził Liama. Zrezygnowana z powrotem opadłam na łóżko.
- Wszystko okej? - Spytał zagubiony chłopak.
- Nie kurwa, nie jest okej. - Powiedziałam zła na cały świat, a już w szczególności na niego.
- Czyżbyś się nie wsypała?
- Jak mogłam się kurwa wsypać, skoro dosłownie każda część mojego ciała jest tak poobijana, że aż boję się spojrzeć w lustro. - Wyznałam nadal poirytowana.
- Ah tak. Trzeba to odkazić. - Powiedział wstając i wyszedł do łazienki.
- Co? - Spytałam samą siebie, ale dopiero po chwili przypomniałam sobie wczorajszą rozmowę.
[... - Trzeba odkazić rany. - Nie miałam już siły na te całe bawienie się z dezynfekcją. Nic mi nie będzie do jutra, przecież to tylko pobicie, a nie drastyczny wypadek.
- Jutro. - Wybełkotałam sennie chcąc, aby się już ode mnie odczepił. Liam spojrzał na mnie groźnie, przyglądając się w skupieniu każdemu centymetrowi mojego ciała.
- No dobra, rano. - Westchnął zrezygnowany...]
Leżałam "grzecznie" czekając na powrót chłopaka. Mam nadzieję, że nie będzie boleć... Po krótkiej chwili Liam wrócił z wszystkimi potrzebnymi rzeczami.
- No to od czego zaczynamy? - Spytał jakby miało to być zabawne. Chyba nie oczekiwał na to odpowiedzi, ponieważ niemal od razu wziął się za odkażanie mojej twarzy.Następne były ręce i nogi. Gdy mnie dotykał czułam przyjemne iskry w tym miejscu, a już w szczególności na odsłoniętym brzuchu. Gdy skończył poczułam lekki zawód.
- Chodź na śniadanie. - Polecił jakby nieobecny. Delikatnie przytaknęłam głową i powoli wstałam, kierując się za nim do kuchni. Liam przygotował naleśniki, które niemal od razu zjadłam. W końcu od dłuzszego czasu nie miałam nic w ustach.
- Anne, ja.. przepraszam. Trochę mnie poniosło wczoraj. - Przyznał spuszczając ze mnie wzrok. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- No co ty nie powiesz. - Zakpiłam z jego wypowiedzi.
- Anne ja nie chciałem doprowadzić cię do takiego stanu, no ale kurwa uciekłaś mi. To też twoja wina.
- No oczywiście, że moja wina. - Powiedziałam wymachując rękoma. - Gościu czy ty bierzesz pod uwagę to, że mnie porwałeś?
- Nie wymądrzaj się. - Pouczył mnie.
- Jasne. - Prychnęłam i poszłam do kuchni nalać sobie coś do picia. Gdy to robiłam nagle poczułam ręce Liama na mojej talii. Próbowałam je zrzucić, ale ucisk był zbyt mocny. Szybkim ruchem obrócił mnie w swoją stronę i namiętnie pocałował. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje, to wszystko było takie gwałtowne. Choć był to nieplanowany pocałunek muszę przyznać, że podobał mi się. Czułam przyjemne motyle w dole brzucha, których już dawno nie doświadczyłam. Oczywiście było to głupie i niedorzeczne, przecież to mój porywacz. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy zabrakło nam powietrza. Automatycznie oblizałam wargi, a Liam zaśmiał się pod nosem.
- Podobało ci się? - Spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Co to w ogóle miało znaczyć? - Spytałam z wyrzutem.
- A czy to musiało coś znaczyć? - Znów ta jego pewność siebie, doprowadza mnie to do szaleństwa.
- A wiesz co? Daj mi święty spokój. - Powiedziawszy to udałam się do "swojego" pokoju. Dlaczego życie musi być takie pogmatwane... przydałaby się porządna instrukcja obsługi. Położyłam się wygodnie na łóżku i rozmyślałam o tym dziwnym uczuciu, które towarzyszyło mi podczas pocałunku.
Czy ja czuje coś do Liama?
Sama nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiem tylko, że to bardzo prawdopodobne. W końcu ja lubię popełniać błędy. Tak byłam pochłonięta monologiem, który prowadziłam wewnątrz, że nawet nie zorientowałam się, kiedy usnęłam. Musiałam być bardzo niewyspana lub po prostu te emocje mnie przerosły. Podobno sen jest dobry na wszystko.
środa, 27 maja 2015
#13 Kara
- Ja tylko chciałam wrócić... - Nie byłam w stanie skończyć tego adnia, przez ogromny ból brzucha. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ten chuj znowu mnie uderzył.
- Co ci kurwa mówiłem szmato!? - Warknął zły moim zachowaniem, ale przecież ja nic nie zrobiłam...
- Widzę, że lubisz być bita. Nie potrafisz nawet obronić. - Spojrzał na mnie z obrzydzeniem oraz pogardą. - Jesteś nic nie warta, tak samo jak i twój brat. - Splunął od niechcenia.
- Odpierdol się od mojego brata. - Wreszcie wzięłam się w garść i odpysknęłam. Jak śmie tak mówić o Niall'u?
- Nawet nie potrafisz wykonać prostego polecenia, żeby się nie odzywać. - Co raz bardziej był wkurzony, a moje zachowanie w niczym mi nie pomagało.
- Nie jestem psem żeby wykonywać twoje rozkazy.
Syknęłam oburzona.
- Co kurwa!? Ty chyba nie wiesz kim ja jestem! - Powiedział przybliżając się do mnie.
- Oh doskonale wiem. - Tutaj zrobiłam pauzę, po czym kontynuowałam. - Największa męską dziwką jaką kiedykolwiek spotkałam.
Odparłam z wyższością.
- Jak mnie nazwałaś? Powtórz. - Zażądał zły. Ups. chyba uszkodziłam jego wielkie ego.
- Ogłuchłeś? Powiedziałam, że jesteś męską dziwką, frajerze.
Po tych słowach wszystko działo się już bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy jego pięść zetknęła się z moją twarzą, brzuchem oraz innymi częściami mojego drobnego ciała. Ból był niemiłosierny i właściwie wszędzie. Z czasem wydawało mi się, jakby Liam walił na oślep, po to tylko, aby sprawić mi jak najwięcej bólu. Nie muszę już chyba wspominać, że chłopak był ze trzy razy silniejszy ode mnie. Nie sądzę aby nawet połowa z jego mocy zaszczyciła mnie w tej chwili.
- Może to cię nauczy trochę szacunku do mnie, dziwko! - Krzyczał, gdy zadawał kolejne ciosy. Jak dla mnie było tego zdecydowanie za dużo. Moje oczy zaczęły się same powoli zamykać, a ciało zaprzestało jakichkolwiek ruchów. Byłam wykończona. Nie tylko fizycznie, jak i psychicznie. Nikt nigdy tak mnie nie potraktował. Czułam się jak nic nie warte gówno.
Bo nim właśnie jesteś.
Odzywał się głos wewnątrz mnie.
- Hej! Co tu się dzieje? - Nagle do moich uszu dobiegł głos jakiegoś staruszka. Widocznie dostrzegł tę sytuację. W sumie nie dziwie się, Liam tak wrzeszczał, że chyba pół ulicy obudził.
- Nie twoja sprawa staruszku. - Syknął Payne w jego stronę, ale mężczyzna nie dawał za wygraną.
- Coś ty zrobił z tą biedną dziewczyną... - Nawet nie byłam świadoma co ma na myśli. Moje oczy były zamknięte, gdyż nie miałam siły ich otworzyć. - Dzwonie po policję. - Oznajmił zdesperowany.
- Nigdzie nie dzwonisz. - Zaprzeczył oschle Liam. - Już stąd idziemy.
- Ale ta dziewczyna jest w poważnym stanie. - Zawahał się. Serio? Aż tak źle ze mną?
- Zajmę się nią. - Nie wiem co Payne miał na myśli, ale nie byłam nawet w stanie odezwać się. Jedyne co mogłam to słuchać i prosić o łaskę Liama, choć jego to wolałabym już nigdy nie widzieć. Nagle poczułam silne ręce owijające się wokół mojej talii. Chwile później byłam już niesiona, jak sądzę przez Liama.
- Żyjesz? - Spytał nagle. Nie wiem czy kpił sobie ze mnie, czy nie. Czy kurwa nie widać? Lekko przytaknęłam głową, nawet nie wiedziałam czy to dostrzegł.
- Myślę, że następnym razem już mi nie uciekniesz. Chyba, że byś chciała powtórkę, lecz nie sądzę żebyś to przeżyła. - Usłyszałam jego wredny głos, na co aż mnie dreszcze przeszły. Chłopak chyba to zauważył, bo cicho zachichotał z mojej reakcji. Chciałam żeby mnie zostawił w spokoju. Już po chwili usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwierania zamka w drzwiach.
No nareszcie. Wiem, że jestem gruba jak świnia, a co za tym idzie ciężka, no ale dlaczego tak długo to trwało?
_______________________
Hej, co wy na to, abym zaczęła pisać nowe/kolejne opowiadanie? Tylko, że tym razem bardziej o rzeczach nadludzkich typu wampiry, wilkołaki czy nawet jakieś wiedźmy. Nigdy takiego jeszcze nie napisałam, a oczytałam się dość dużo i mnie się podobają, tylko teraz pytanie do was - czy bylibyście zainteresowani takim fanfiction?
wtorek, 19 maja 2015
#12 Spacer.
Zbliżała się już godzina 20, a na zewnątrz panował mrok. Głowa cały czas mnie bolała...przydałby mi się krótki spacer. Aktualnie siedziałam na parapecie w "swoim" pokoju i wdychałam świeże powietrze. Nagle wpadłam na pomysł, więc ostrożnie zeszłam z mojego siedliska i udałam się w poszukiwaniu Liama.
- Liam? Liam! - Wołałam go z nadzieją, że odpowie wreszcie. Nie chciałam wchodzić do pokoi, ponieważ mogłam za to oberwać. Po krótkiej chwili z sąsiedniego pomieszczenia wyszedł chłopak.
- Co jest? - Spytał gdy mnie zobaczył.
- Bo ja mam prośbę... - Spojrzałam na jego duże oczy, po czym kontynuowałam. - Poszlibyśmy na spacer? Do małego parku tuż obok domu. - Zaproponowałam, a Liam zrobił zniesmaczoną minę. - Prooszę. - Nudziłam jak małe dziecko.
- No dobra. - Powiedział w końcu spuszczając wzrok.- Ale będziesz mi winna przysługę. - Dodał, a mnie wmurowało. Payne chyba dostrzegł mój niepokój, bo kontynuował. - Spokojnie, skarbie. Nie zgwałcę cię. - Powiedział uśmiechając się. No nie byłabym tego taka pewna. Liam jest do wszystkiego zdolny i tego się właśnie obawiam.
- Na prawdę, Anne. Gdybym chciał cię przelecieć, to myślisz, że potrzebowałbym twojej zgody?- Zakpił wyraźnie. - Zrobiłbym to nawet tu i teraz. - Dokończył, a mnie trochę obrzydziło to. Pomimo tego wszystkiego co Liam mi... wyznał, jedno pytanie mnie gnębiło.
- Dlaczego? Dlaczego nie zrobisz tego tu i teraz? - Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany, ale ta niepewność szybko minęła.
- Ponieważ cię szanuje. Powiedział, a mnie znów wmurowało, tylko że tym razem ze zdziwienia i może nawet wkurzenia. Po tym wszystkim jak mnie upokarzał, bił czy wyzywał ma czelność mówić, że ma do mnie szacunek?
Psychiatryk czeka, panie Payne.
- Poczekam na ciebie, aż będziesz gotowa i sama będziesz chciała. - Wyznał śmiertelnie poważny.
- Nie wiem czy to kiedyś nastąpi. - Wymknęło mi się. Spojrzałam na niego ciekawa reakcji, ale nic nie zrobił. Nawet mogłabym powiedzieć, że posmutniał? Nie rozumiem dlaczego uważał, że z własnej woli prześpię się z moim porywaczem i do tego stracę dziewictwo. Nie byłam z tych dziewczyn, które marzyły o "pierwszym razie" wśród świec i róż, ale z przestępcą też nie chciałam stracić czegoś tak.. ważnego.
- Idziemy na ten spacer? - Spytałam wreszcie. Chce wrócić w końcu do domu, do Nialla, do szkoły nawet chciałabym wrócić. Brakuje mi rozgadanej Claudii i wkurzających nauczycieli. Chce po prostu normalne życie, na ile to przynajmniej możliwe.
- Tak chodźmy. - Odparł bez przekonania i ruszył w stronę drzwi. Przed wyjściem chwycił swoją skórzaną kurtkę i sweterek, który nie wiem skąd wyczasnął, podobnie jak ubrania dla mnie.
- Nie chce żebyś była chora. - Powiedział ubierając mi sweterek. Ah jaki dżentelmen. Gdy tylko upuściliśmy dom Liama, chłopak objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę małego lasku.Wieczorem bardzo ładnie to wszystko wyglądało. Zupełnie inaczej niż w blasku słońca. Lekki, mroźny wiaterek powitał moje ciało przez co słabo zadrżałam. Na szczęście Liam tego nie zauważył.
- Usiądziemy? - Zaproponowałam gdy zbliżaliśmy się do ławki.
- Jasne.
- Ale tu ładnie. - Skomentowałam otaczający nas krajobraz.
- To prawda, choć widziałem lepsze miejsca. - Podsunął zamyślony. - Mogę cię kiedyś w nie zabrać. - Dodał po chwili. Uśmiechnęłam się na jego słowa.
- To miłe. - Powiedziałam nagle, nawet nie wiem czemu.
- Wiele mogę zrobić dla ciebie. - Wyznał patrząc w moje oczy. Nie wiem czy to miało jakieś drugie dno, ale to przyjemne słowa dla moich uszu. To dziwne, raz Liam potrafi być miły, troskliwy, uprzejmy ; a raz jest kompletnym frajerem, agresywny, bipolarny.
Chyba nigdy go nie zrozumiem.
- Rozprostuje nogi. - Oznajmiłam powoli wstajać i uważnie obserwując reakcję Liama.
- Okej. - Chodziłam chwile w jedną i drugą stronę, co było dosyć wkurzające, aż w końcu wyczułam dobry moment i jak piorun rzuciłam się w ucieczkę. Nie wiedziałam gdzie jestem dlatego biegłam na oślep. Byleby uwolnić się od niego. Nim Liam zorientował się co się stało, byłam już kawałek od niego. Biegłam tzw. zygzakiem, między drzewami aby szybciej go zgubić, ale on nie przegrywał. Mogłam się tego spodziewać. Już powoli brakowało mi sił i zaczęłam stopniowo zwalniać. W tym momencie przeklinałam moją słabą kondycje. Gdy wiedziałam, że nie dam rady już dalej biec schowałam się za konarem dużego drzewa. Niestety kroki Payne nadal nie ustawały, a nawet coraz to głośniej je słyszałam. Serce biło mi jak jeszcze nigdy.
- Anne wyjdź. Przecież cię widzę. - Nagle usłyszałam jego głos gdzieś bardzo blisko. Nie czekając na nic wstałam i znów chciałam uciec, lecz zostałam popchnięta w skutek czego wylądowałam na brudnej ziemi.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz!? - Warknął na mnie wściekły.
No właśnie. Co ja sobie myślałam.
Szybko wstałam i już miałam coś powiedzieć w swojej obronie, ale nie pozwolił mi.
- Oh zamknij się mała suko. - Przyznam szczerze. Przeraziłam się nie na niby.
- Liam? Liam! - Wołałam go z nadzieją, że odpowie wreszcie. Nie chciałam wchodzić do pokoi, ponieważ mogłam za to oberwać. Po krótkiej chwili z sąsiedniego pomieszczenia wyszedł chłopak.
- Co jest? - Spytał gdy mnie zobaczył.
- Bo ja mam prośbę... - Spojrzałam na jego duże oczy, po czym kontynuowałam. - Poszlibyśmy na spacer? Do małego parku tuż obok domu. - Zaproponowałam, a Liam zrobił zniesmaczoną minę. - Prooszę. - Nudziłam jak małe dziecko.
- No dobra. - Powiedział w końcu spuszczając wzrok.- Ale będziesz mi winna przysługę. - Dodał, a mnie wmurowało. Payne chyba dostrzegł mój niepokój, bo kontynuował. - Spokojnie, skarbie. Nie zgwałcę cię. - Powiedział uśmiechając się. No nie byłabym tego taka pewna. Liam jest do wszystkiego zdolny i tego się właśnie obawiam.
- Na prawdę, Anne. Gdybym chciał cię przelecieć, to myślisz, że potrzebowałbym twojej zgody?- Zakpił wyraźnie. - Zrobiłbym to nawet tu i teraz. - Dokończył, a mnie trochę obrzydziło to. Pomimo tego wszystkiego co Liam mi... wyznał, jedno pytanie mnie gnębiło.
- Dlaczego? Dlaczego nie zrobisz tego tu i teraz? - Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany, ale ta niepewność szybko minęła.
- Ponieważ cię szanuje. Powiedział, a mnie znów wmurowało, tylko że tym razem ze zdziwienia i może nawet wkurzenia. Po tym wszystkim jak mnie upokarzał, bił czy wyzywał ma czelność mówić, że ma do mnie szacunek?
Psychiatryk czeka, panie Payne.
- Poczekam na ciebie, aż będziesz gotowa i sama będziesz chciała. - Wyznał śmiertelnie poważny.
- Nie wiem czy to kiedyś nastąpi. - Wymknęło mi się. Spojrzałam na niego ciekawa reakcji, ale nic nie zrobił. Nawet mogłabym powiedzieć, że posmutniał? Nie rozumiem dlaczego uważał, że z własnej woli prześpię się z moim porywaczem i do tego stracę dziewictwo. Nie byłam z tych dziewczyn, które marzyły o "pierwszym razie" wśród świec i róż, ale z przestępcą też nie chciałam stracić czegoś tak.. ważnego.
- Idziemy na ten spacer? - Spytałam wreszcie. Chce wrócić w końcu do domu, do Nialla, do szkoły nawet chciałabym wrócić. Brakuje mi rozgadanej Claudii i wkurzających nauczycieli. Chce po prostu normalne życie, na ile to przynajmniej możliwe.
- Tak chodźmy. - Odparł bez przekonania i ruszył w stronę drzwi. Przed wyjściem chwycił swoją skórzaną kurtkę i sweterek, który nie wiem skąd wyczasnął, podobnie jak ubrania dla mnie.
- Nie chce żebyś była chora. - Powiedział ubierając mi sweterek. Ah jaki dżentelmen. Gdy tylko upuściliśmy dom Liama, chłopak objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę małego lasku.Wieczorem bardzo ładnie to wszystko wyglądało. Zupełnie inaczej niż w blasku słońca. Lekki, mroźny wiaterek powitał moje ciało przez co słabo zadrżałam. Na szczęście Liam tego nie zauważył.
- Usiądziemy? - Zaproponowałam gdy zbliżaliśmy się do ławki.
- Jasne.
- Ale tu ładnie. - Skomentowałam otaczający nas krajobraz.
- To prawda, choć widziałem lepsze miejsca. - Podsunął zamyślony. - Mogę cię kiedyś w nie zabrać. - Dodał po chwili. Uśmiechnęłam się na jego słowa.
- To miłe. - Powiedziałam nagle, nawet nie wiem czemu.
- Wiele mogę zrobić dla ciebie. - Wyznał patrząc w moje oczy. Nie wiem czy to miało jakieś drugie dno, ale to przyjemne słowa dla moich uszu. To dziwne, raz Liam potrafi być miły, troskliwy, uprzejmy ; a raz jest kompletnym frajerem, agresywny, bipolarny.
Chyba nigdy go nie zrozumiem.
- Rozprostuje nogi. - Oznajmiłam powoli wstajać i uważnie obserwując reakcję Liama.
- Okej. - Chodziłam chwile w jedną i drugą stronę, co było dosyć wkurzające, aż w końcu wyczułam dobry moment i jak piorun rzuciłam się w ucieczkę. Nie wiedziałam gdzie jestem dlatego biegłam na oślep. Byleby uwolnić się od niego. Nim Liam zorientował się co się stało, byłam już kawałek od niego. Biegłam tzw. zygzakiem, między drzewami aby szybciej go zgubić, ale on nie przegrywał. Mogłam się tego spodziewać. Już powoli brakowało mi sił i zaczęłam stopniowo zwalniać. W tym momencie przeklinałam moją słabą kondycje. Gdy wiedziałam, że nie dam rady już dalej biec schowałam się za konarem dużego drzewa. Niestety kroki Payne nadal nie ustawały, a nawet coraz to głośniej je słyszałam. Serce biło mi jak jeszcze nigdy.
- Anne wyjdź. Przecież cię widzę. - Nagle usłyszałam jego głos gdzieś bardzo blisko. Nie czekając na nic wstałam i znów chciałam uciec, lecz zostałam popchnięta w skutek czego wylądowałam na brudnej ziemi.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz!? - Warknął na mnie wściekły.
No właśnie. Co ja sobie myślałam.
Szybko wstałam i już miałam coś powiedzieć w swojej obronie, ale nie pozwolił mi.
- Oh zamknij się mała suko. - Przyznam szczerze. Przeraziłam się nie na niby.
środa, 13 maja 2015
#11 Głód.
Obudziłam się przez deszcz uderzający w okno nad moją głową. Przetarłam zaspane oczy i leniwie usiadłam. Gdy rozejrzałam się po pomieszczeniu wszystko do mnie wróciło. Pogoda była okropna, choć dla mnie to i tak bez różnicy. Nagle poczułam duży głód, w końcu nie jadłam już od dawna. Nie wiedziałam czy poszukać kuchni czy lepiej poczekać tu na Liama. Po 10 minutach zastanawiania się, zdecydowałam się na zejść na dół. Cicho wstałam z wygodnego łóżka i wyszłam zza drzwi pokoju, aby dostać się do kuchni. Mój brzuch nieustannie burczał na myśl o jedzeniu. Zeszłam schodami w dół i rozejrzałam się, aż natrafiłam na miejsce które szukałam. Podeszłam tam nie zwracając uwagi na nic innego, chciałam po prostu zjeść coś, cokolwiek. To dosyć dziwne jeśli chodzi o mnie. Jeszcze niedawno miałam dość duże problemy z... anoreksją oraz bulimią. Jakiekolwiek jedzenie sprawiało mi ogromną trudność. Wyleczyłam się z tego tylko dzięki mojemu bratu, który praktycznie na siłę wpychał we mnie jedzenia. Wtedy byłam wściekła na niego, lecz teraz wiem, jak bardzo mi pomógł.
Wracając do teraźniejszości...
Uchyliłam lekko lodówkę i dostrzegłam jogurt wiśniowy, który od razu sobie wzięłam. Znalazłam również małą łyżeczkę i zaczęłam go konsumować Gdy już skończyłam i wywaliłam pusty pojemnik poczułam parę silnych rąk na mojej talii. Gwałtownie się odwróciłam wpadając na złego Liama.
- Co ty tu robisz? - Spytał wpatrując się w moje oczy.
- J-ja byłam głodna. - Wyjąkałam cicho. Ten chłopak mnie przerażał.
- I dlatego postanowiłaś sama szperać mi po domu?
Był zły i to bardzo, tylko nie wiem czemu. Przecież nie zrobiłam nic złego.
- Byłam głodna. - Powtórzyłam z nadzieją, że mnie zrozumie. Już raz mnie uderzył, jakoś nie bardzo chce powtórkę.
- Chuj mnie to obchodzi! - Krzyknął, mocniej wbijając palce w moją talię. Skrzywiłam się z bólu.
- Czemu taki jesteś? - Spytałam lekko skrępowana. Nie wiem czy to był dobry pomysł.
- Bo kurwa jestem i chuj ci do tego mała suko! - Znów podniósł głos, popychając mnie przez co potknęłam się i przewróciłam na zimne panele. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem, a ten tylko wzruszył ramionami.
Wstałam powoli nie patrząc na niego i stanęłam obok stołu przy którym jeszcze niedawno jadłam jogurt.
- A teraz wypieprzaj na górę. - Rzucił na odwecie i odwrócił się do mnie tyłem. Co to ja kurwa psem jestem, czy jak!?
- A jak nie to co?
- Nie chcesz wiedzieć. - Odparł beznamiętnie.
- A może jednak chce..?
Tak, wiem. Pakuje się w tarapaty, ale nie dam sobą tak pomiatać. Nie jestem zwierzęciem.
- Igrasz z ogniem, Annabelle. - Ostrzegł sucho wypalając mnie na wylot swym przerażającym spojrzeniem.
- Dlaczego trzymasz mnie tutaj wbrew mojej woli? - Spytałam zrezygnowana.
- Odpowiedź jest prosta. - Powiedział jak gdyby nigdy nic nadal patrząc na mnie. - Bo z własnej woli nie zostaniesz. - Dokończył z szyderczym uśmieszkiem.
- A dziwisz się? - Spytałam drwiąco.
- Tak.
- Liam.. ja mam rodzine... - Zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć.
- Bzdura. Wcale nie masz rodziny. - Skąd on to wie?
- Ale mam brata, który znaczy dla mnie o wiele więcej niż możesz sobie to wyobrazić.
- Kto? Masz na myśli Horana, który ukrywa przed tobą kim na prawdę jest? - Zadrwił widocznie rozbawiony moim poprzednim zdaniem.
- Każdy ma tajemnice. - Broniłam swojego brata.
- Ale nie każdy zataja takie rzeczy przed własną siostrą. - Miał dobre argumenty, ale nadal nie zamierzałam się poddać.
- Widocznie miał dobry powód. - Odparłam oschle.
Po tych słowach nagle wyszedł z pomieszczenia, nawet nie wiem gdzie. Stałam tam nadal bacznie obserwując jego poczynania.
Po krótkiej chwili Liam wrócił z piwem w ręce i znów stanął na przeciwko mnie.
- Masz charakter. - Oznajmił nagle przemierzając wzrokiem całe moje ciało, po czym dodał. - Podoba mi się to. - W pierwszym momencie przeszedł mnie dziwny dreszcz, ale gdy spojrzałam w jego oczy nie czułam lęku czy zdenerwowania. Czułam się jakby wszystkie emocje, wypłynęły ze mnie, nic nie czułam. Żadnych uczuć. Pustka.
- Jesteś bardzo podobna do swojego brata. - Stwierdził nagle.
- Wiem to. - Powiedziałam pewna siebie. Nie jest pierwszą osobą, która mi to mówi.
- Zadziorna jak zawsze. - Skomentował z chytrym uśmieszkiem.
- Taka się urodziłam. - Odparłam z lekkim rozbawieniem. Ta cała sytuacja z punktu widzenia osoby "trzeciej" mogłaby być całkiem komiczna. Nim się obejrzałam Liama już tu nie było, a mianowicie siedział w salonie i oglądał mecz z piwem w dłoni. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, po krótkim monologu zdecydowałam się podejść do niego i zobaczyć jak sytuacja dalej się rozwinie. Powolnym jak zawsze krokiem przysiadłam się na kanapie w odpowiedniej odległości od niego. Spojrzałam na ekran z lekka znudzona tym co aktualnie jest wyświetlane. Mecz grał Real z Barcą, dwa "rywale" w tej lidze sportowej. Niall zawsze był za Realem, dlatego i ja za nim byłam. To nie ta, że odgapiam od niego czy coś w tym stylu, tylko po prostu te całe kluby, mecze itd. to nie coś co mnie interesuje.
- Chcesz piwo? - Z zamyśleń wyrwał mnie głos Liama. Spojrzałam na niego nie pewnie.
- Jasne. - Odpowiedziałam w końcu. Przecież to tylko jedno piwo. Nic mi nie będzie.
- Trzymaj. - Podał mi szklaną butelkę, którą chwile wcześniej otworzył. Upiłam łyk i o dziwo smakowało mi.
- Dlaczego usiadłaś tak daleko? - Liam zadał kolejne pytanie wskazując na przestrzeń między nami.
- Tu mi wygodnie. - Odparłam beznamiętnie.
- Mogę cię zapewnić, że przy mnie będzie ci jeszcze wygodniej. - Powiedział z tym chytrym uśmieszkiem.
- Dzięki, ale jednak nie skorzystam. - Odpowiedziałam pewna siebie.
- To nie było pytanie, słońce. - Znów ten głupi uśmiech. Ahh jak ja nienawidzę tego człowieka, doprowadza mnie do szału...
Za kogo on się ma, hm? Ah no tak. Za mojego porywacza.
Niechętnie przysunęłam się bliżej, lecz nie tak jak on pokazywał.
- Hej, spokojnie. Nie gryzę. - Ale bijesz, frajerze. - Chodź do mnie.
Zażartował wyciągając ręce w geście przytulenia kogoś. No chyba śnisz. Przybliżyłam się i znów wpatrywałam się w ekran przede mną, zupełnie nie zwracając uwagi na Liama. Nagle poczułam silne dłonie oplatające moją talię i przysuwające jeszcze bliżej Payne.
- Mnie się nie odmawia. - Syknął wprost do mojego ucha, po czym przegryzł jego płatek. Zadrżałam z uczucia jakie mi wtedy towarzyszyło. Nadal próbowałam niewzruszenie oglądać mecz, ale liam co chwile mi przeszkadzał.
- Liam, możesz przestać? Proszę. - Powiedziałam zrezygnowana. Byłam zmęczona, w ogóle źle się czułam. Jednakże za wszelką cenę nie chciałam pokazywać ani mówić o tym Liamowi. Ciekawe co u Nialla... Chciałbym wrócić do domu. Niestety przy nim jest to niemożliwe. Przynajmniej na razie.
___________________________________________________________________
Hejka. Długo coś nie pisałam do was nic takiego.. hm.. osobistego. Głównie to z tego powodu, że mam taką zasadę. - Jeśli nie mam nic ciekawego do powiedzenia, to po prostu się nie odzywam. ;)
Tzn. Teraz w sumie też nie mam nic takiego do powiedzenia, ale cii...
Więc jak tam u was moi kochani czytelnicy? Szybkim krokiem zbliżają się wakacje, wiec to najwyższy czas, aby popoprawiać oceny :D Tak bardzo cieszę się, że wreszcie opuszczam mury gimnazjum i wkraczam w świat zatytułowany "liceum", ktoś z was również kończy w tym roku gimbaze? :)
Powodzenia z ocenami i w ogóle szkołą i do następnego :**
Wracając do teraźniejszości...
Uchyliłam lekko lodówkę i dostrzegłam jogurt wiśniowy, który od razu sobie wzięłam. Znalazłam również małą łyżeczkę i zaczęłam go konsumować Gdy już skończyłam i wywaliłam pusty pojemnik poczułam parę silnych rąk na mojej talii. Gwałtownie się odwróciłam wpadając na złego Liama.
- Co ty tu robisz? - Spytał wpatrując się w moje oczy.
- J-ja byłam głodna. - Wyjąkałam cicho. Ten chłopak mnie przerażał.
- I dlatego postanowiłaś sama szperać mi po domu?
Był zły i to bardzo, tylko nie wiem czemu. Przecież nie zrobiłam nic złego.
- Byłam głodna. - Powtórzyłam z nadzieją, że mnie zrozumie. Już raz mnie uderzył, jakoś nie bardzo chce powtórkę.
- Chuj mnie to obchodzi! - Krzyknął, mocniej wbijając palce w moją talię. Skrzywiłam się z bólu.
- Czemu taki jesteś? - Spytałam lekko skrępowana. Nie wiem czy to był dobry pomysł.
- Bo kurwa jestem i chuj ci do tego mała suko! - Znów podniósł głos, popychając mnie przez co potknęłam się i przewróciłam na zimne panele. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem, a ten tylko wzruszył ramionami.
Wstałam powoli nie patrząc na niego i stanęłam obok stołu przy którym jeszcze niedawno jadłam jogurt.
- A teraz wypieprzaj na górę. - Rzucił na odwecie i odwrócił się do mnie tyłem. Co to ja kurwa psem jestem, czy jak!?
- A jak nie to co?
- Nie chcesz wiedzieć. - Odparł beznamiętnie.
- A może jednak chce..?
Tak, wiem. Pakuje się w tarapaty, ale nie dam sobą tak pomiatać. Nie jestem zwierzęciem.
- Igrasz z ogniem, Annabelle. - Ostrzegł sucho wypalając mnie na wylot swym przerażającym spojrzeniem.
- Dlaczego trzymasz mnie tutaj wbrew mojej woli? - Spytałam zrezygnowana.
- Odpowiedź jest prosta. - Powiedział jak gdyby nigdy nic nadal patrząc na mnie. - Bo z własnej woli nie zostaniesz. - Dokończył z szyderczym uśmieszkiem.
- A dziwisz się? - Spytałam drwiąco.
- Tak.
- Liam.. ja mam rodzine... - Zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć.
- Bzdura. Wcale nie masz rodziny. - Skąd on to wie?
- Ale mam brata, który znaczy dla mnie o wiele więcej niż możesz sobie to wyobrazić.
- Kto? Masz na myśli Horana, który ukrywa przed tobą kim na prawdę jest? - Zadrwił widocznie rozbawiony moim poprzednim zdaniem.
- Każdy ma tajemnice. - Broniłam swojego brata.
- Ale nie każdy zataja takie rzeczy przed własną siostrą. - Miał dobre argumenty, ale nadal nie zamierzałam się poddać.
- Widocznie miał dobry powód. - Odparłam oschle.
Po tych słowach nagle wyszedł z pomieszczenia, nawet nie wiem gdzie. Stałam tam nadal bacznie obserwując jego poczynania.
Po krótkiej chwili Liam wrócił z piwem w ręce i znów stanął na przeciwko mnie.
- Masz charakter. - Oznajmił nagle przemierzając wzrokiem całe moje ciało, po czym dodał. - Podoba mi się to. - W pierwszym momencie przeszedł mnie dziwny dreszcz, ale gdy spojrzałam w jego oczy nie czułam lęku czy zdenerwowania. Czułam się jakby wszystkie emocje, wypłynęły ze mnie, nic nie czułam. Żadnych uczuć. Pustka.
- Jesteś bardzo podobna do swojego brata. - Stwierdził nagle.
- Wiem to. - Powiedziałam pewna siebie. Nie jest pierwszą osobą, która mi to mówi.
- Zadziorna jak zawsze. - Skomentował z chytrym uśmieszkiem.
- Taka się urodziłam. - Odparłam z lekkim rozbawieniem. Ta cała sytuacja z punktu widzenia osoby "trzeciej" mogłaby być całkiem komiczna. Nim się obejrzałam Liama już tu nie było, a mianowicie siedział w salonie i oglądał mecz z piwem w dłoni. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, po krótkim monologu zdecydowałam się podejść do niego i zobaczyć jak sytuacja dalej się rozwinie. Powolnym jak zawsze krokiem przysiadłam się na kanapie w odpowiedniej odległości od niego. Spojrzałam na ekran z lekka znudzona tym co aktualnie jest wyświetlane. Mecz grał Real z Barcą, dwa "rywale" w tej lidze sportowej. Niall zawsze był za Realem, dlatego i ja za nim byłam. To nie ta, że odgapiam od niego czy coś w tym stylu, tylko po prostu te całe kluby, mecze itd. to nie coś co mnie interesuje.
- Chcesz piwo? - Z zamyśleń wyrwał mnie głos Liama. Spojrzałam na niego nie pewnie.
- Jasne. - Odpowiedziałam w końcu. Przecież to tylko jedno piwo. Nic mi nie będzie.
- Trzymaj. - Podał mi szklaną butelkę, którą chwile wcześniej otworzył. Upiłam łyk i o dziwo smakowało mi.
- Dlaczego usiadłaś tak daleko? - Liam zadał kolejne pytanie wskazując na przestrzeń między nami.
- Tu mi wygodnie. - Odparłam beznamiętnie.
- Mogę cię zapewnić, że przy mnie będzie ci jeszcze wygodniej. - Powiedział z tym chytrym uśmieszkiem.
- Dzięki, ale jednak nie skorzystam. - Odpowiedziałam pewna siebie.
- To nie było pytanie, słońce. - Znów ten głupi uśmiech. Ahh jak ja nienawidzę tego człowieka, doprowadza mnie do szału...
Za kogo on się ma, hm? Ah no tak. Za mojego porywacza.
Niechętnie przysunęłam się bliżej, lecz nie tak jak on pokazywał.
- Hej, spokojnie. Nie gryzę. - Ale bijesz, frajerze. - Chodź do mnie.
Zażartował wyciągając ręce w geście przytulenia kogoś. No chyba śnisz. Przybliżyłam się i znów wpatrywałam się w ekran przede mną, zupełnie nie zwracając uwagi na Liama. Nagle poczułam silne dłonie oplatające moją talię i przysuwające jeszcze bliżej Payne.
- Mnie się nie odmawia. - Syknął wprost do mojego ucha, po czym przegryzł jego płatek. Zadrżałam z uczucia jakie mi wtedy towarzyszyło. Nadal próbowałam niewzruszenie oglądać mecz, ale liam co chwile mi przeszkadzał.
- Liam, możesz przestać? Proszę. - Powiedziałam zrezygnowana. Byłam zmęczona, w ogóle źle się czułam. Jednakże za wszelką cenę nie chciałam pokazywać ani mówić o tym Liamowi. Ciekawe co u Nialla... Chciałbym wrócić do domu. Niestety przy nim jest to niemożliwe. Przynajmniej na razie.
___________________________________________________________________
Hejka. Długo coś nie pisałam do was nic takiego.. hm.. osobistego. Głównie to z tego powodu, że mam taką zasadę. - Jeśli nie mam nic ciekawego do powiedzenia, to po prostu się nie odzywam. ;)
Tzn. Teraz w sumie też nie mam nic takiego do powiedzenia, ale cii...
Więc jak tam u was moi kochani czytelnicy? Szybkim krokiem zbliżają się wakacje, wiec to najwyższy czas, aby popoprawiać oceny :D Tak bardzo cieszę się, że wreszcie opuszczam mury gimnazjum i wkraczam w świat zatytułowany "liceum", ktoś z was również kończy w tym roku gimbaze? :)
Powodzenia z ocenami i w ogóle szkołą i do następnego :**
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
#10 Porwana.
I po co mi to było? Czuje się teraz jak gówno. Nawet mój własny brat mnie nienawidzi. Biegłam ile sił w nogach. Na zewnątrz wcale nie było ciepło, a ja miałam na sobie jedynie cienką piżamę i trampki, które udało mi się chwycić przed wyjściem z domu. Biegłam ile tylko mogłam, aczkolwiek moje ciało nie jest przyzwyczajone do takiego wysiłku. W końcu musiałam odpocząć, bo już nie dawałam rady. Usiadłam na ławce, którą dopiero dostrzegłam, aby wyrównać oddech. Czułam, że jeszcze chwile biegu i mogłabym zemdleć. Zrobiło mi się strasznie zimno, a głowa coraz to bardziej mnie bolała. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i nerwowo odwróciłam się w tamtą stronę. Obok mnie stał wysoki chłopak, tylko tyle mogłam dostrzec, gdyż było bardzo ciemno.
- Wszystko w porządku? - Spytał siadając obok mnie. Szybko pokiwałam głową i wstałam, czego od razu pożałowałam. Ogromny ból głowy dał o sobie znać.
- Chyba jednak nie jest z tobą dobrze. - Stwierdził przyglądając mi się. - Chodź. Pomogę ci. - Zaoferował się, a ja nie byłam w stanie zaprzeczyć. Chwycił mnie w pasie i pomógł dojść do samochodu.
- Jesteś okropnie zimna i cała się trzęsiesz. - Po tych słowach zdjął swoją bluzę i założył ją na mnie. Od razu lepiej. - Pomyślałam.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam słabo. Chłopak otworzył przede mną drzwi od strony pasażera, po czym sam wszedł na miejsce kierowcy.
- Możesz mnie zawieść do domu? - Spytałam sennie.
- Jasne, gdzie mieszkasz? - Podałam mu adres i oparłam głowę o szybę. Droga wydawała się dłuższa niż powinna, ale nie miałam siły, aby zwracać na to uwagę. Już po chwili pogrążyłam się w krainie pięknych snów.
Obudziłam się dosyć zmieszana. Nie wiedziałam gdzie jestem, a tym bardziej dlaczego. Jedyne czego byłam pewna to, że muszę dostać się do swojego domu, gdyż ten pokój na pewno nie należy do żadnego z moich. Powoli wstałam z łóżka i zorientowałam się, że nadal jestem w piżamie którą założyłam. Spojrzałam przez okno, aby choć odrobinę zlokalizować moje położenie, aczkolwiek było zbyt ciemno, aby cokolwiek dostrzec. Nagle drzwi od tego pomieszczenia otworzyły się, a w progu stanął ten sam mężczyzna który jeszcze niedawno zaoferował mi pomoc.
- Wreszcie się obudziłaś. - Stwierdził, gdy mnie zobaczył.
- Gdzie ja jestem?
- U mnie. - Oparł, jakby to było oczywiste.
- Gdzie konkretnie? - Nie dawałam za wygraną.
- U mnie. - Powtórzył się, nie zwracając na mnie szczególnej uwagi.
- Dlaczego? - Może chociaż to mi powie...
- Powiedzmy, że twój brat zalazł mi za skórę, a ty - W tej chwili wskazał na mnie, przez co przeszły mnie dreszcze. - płacisz za jego błędy.
- Co? Niby co takiego zrobił? - Nadal dopytywałam nie wierząc w ani jedno jego słowo.
- Ty o niczym nie wiesz. Nie znasz Horana z tej strony, co ja miałem okazję poznać.
- Przepraszam bardzo, ale kurwa chyba swojego brata znam. - Oburzyłam się, będzie mi wmawiał, że nie znam osoby z którą żyje.. mieszkam.
- Nie przeklinaj. - Zwrócił mi uwagę, po czym kontynuował. - Ahh czyli wiesz, że Niall Horan to szef jednego z najniebezpieczniejszych gangów w tym mieście? - Powiedział, a mnie zamurowało.
- Co? - Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Nie wiem czy to prawda, ale w sumie dlaczego miałby mnie okłamywać. A z drugiej strony nawet go nie znam. Mam mętlik w głowie.
- Dlaczego mam ci wierzyć? Nie znam cię.
- A dlaczego masz wierzyć Horanowi? Nie jesteś z nim, gdy wychodzi. Nie wiesz co wtedy robi.
Dobry argument.
- Sama już nie wiem... - Westchnęłam opadając bezwładnie na łóżko.
- Przemyśl to. Aczkolwiek wiec, że ja nigdy nie kłamie.
Powiedziawszy to wyszedł jak gdyby nigdy nic. Siedziałam tam tak sama i patrzyłam w okno przez które i tak nic nie widziałam, ale uspokajało mnie to. Mogłam na poważnie przemyśleć wszystko. W sumie ostatnio wiele się o nim dowiedziałam co mnie zszokowało. Nie zdziwiłabym się, gdyby i to okazało się prawdą.
Po chwili mężczyzna wrócił z jakimiś ubraniami w ręce, jak mniemam damskimi.
- Masz. Możesz się wykąpać i przebrać w czyste ubrania. - Podał mi wspomniane przedmioty i zaprowadził do łazienki. Ku mojemu zdziwieniu wszedł ze mną do środka i z tego co było widać, nie zamierzał wyjść.
- Poradzę sobie. - Próbowałam zachęcić go, aby wyszedł.
- Nie wątpię. - Odparł z chytrym uśmieszkiem.
- Możesz wyjść? - Przeszła z nogi na nogę i wpatrywałam się w niego.
- Nie. - Widać było, że denerwowałam go.
- No kurwa nie mam zamiaru rozbierać się przez tobą i do tego jeszcze myć!
Wykrzyczałam wkurwiona. Nagle Liam podszedł do mnie i mocno chwycił za ramiona przez co zawyłam z bólu.
- Posłuchaj mnie mała suko. To ja tu wyznaczam zasady, a chyba mówiłem ci już coś o przeklinaniu. - Wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Gówno mnie to obchodzi kurwa. - Znów krzyknęłam, aż mnie gardło zabolało. W tej samej chwili poczułam ogromny ból na moim lewym policzku, przez co nie byłam w stanie utrzymać równowagi i przewróciłam się na lodowate panele. Przymknęłam oczy z bólu, gdyż uderzyłam się głową o kant ściany. Dopiero teraz doszło do mnie, że Liam mnie uderzył. Powoli wstałam trzymając się blatu i spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
- Zrobisz grzecznie w końcu to co każe?
- Mężczyzna, który uderzył kobietę nie ma prawa się nim nazywać.
Powiedziawszy to rozebrałam się i szybko weszłam pod prysznic i zasunęłam materiałową zasłonkę. Myłam długo i tym samym dokładnie całe moje ciało. Wszystko, aby zostać tu jak najdłużej. Po chwili usłyszałam dziwny dźwięk, a gdy wyszłam już otulona ciepłym ręcznikiem napotkałam Liama, który... robił sobie "dobrze". Normalnie siedział z wyciągniętym członkiem i poruszał ręką w równomiernym tempie.
- Boże. - Zakryłam usta jedną ręką w szoku. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Szybko odwróciłam wzrok, który napotkał ładnie ułożone ubrania, które leżały na pralce. Chwyciłam je i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju w którym się obudziłam i w błyskawicznym tempie ubrałam w przygotowane ubrania. Ręcznik zawiesiłam na krześle, gdyż nie chciałam jak na razie tam wracać, aby go odnieść. Właściwie to nie pierwszy raz widziałam taki obraz, ale nie mówię także, że jest on przyjemny. Usiadłam zrezygnowana na dużym łóżku i czekałam na zwrot wydarzeń.
- Wszystko w porządku? - Spytał siadając obok mnie. Szybko pokiwałam głową i wstałam, czego od razu pożałowałam. Ogromny ból głowy dał o sobie znać.
- Chyba jednak nie jest z tobą dobrze. - Stwierdził przyglądając mi się. - Chodź. Pomogę ci. - Zaoferował się, a ja nie byłam w stanie zaprzeczyć. Chwycił mnie w pasie i pomógł dojść do samochodu.
- Jesteś okropnie zimna i cała się trzęsiesz. - Po tych słowach zdjął swoją bluzę i założył ją na mnie. Od razu lepiej. - Pomyślałam.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam słabo. Chłopak otworzył przede mną drzwi od strony pasażera, po czym sam wszedł na miejsce kierowcy.
- Możesz mnie zawieść do domu? - Spytałam sennie.
- Jasne, gdzie mieszkasz? - Podałam mu adres i oparłam głowę o szybę. Droga wydawała się dłuższa niż powinna, ale nie miałam siły, aby zwracać na to uwagę. Już po chwili pogrążyłam się w krainie pięknych snów.
Obudziłam się dosyć zmieszana. Nie wiedziałam gdzie jestem, a tym bardziej dlaczego. Jedyne czego byłam pewna to, że muszę dostać się do swojego domu, gdyż ten pokój na pewno nie należy do żadnego z moich. Powoli wstałam z łóżka i zorientowałam się, że nadal jestem w piżamie którą założyłam. Spojrzałam przez okno, aby choć odrobinę zlokalizować moje położenie, aczkolwiek było zbyt ciemno, aby cokolwiek dostrzec. Nagle drzwi od tego pomieszczenia otworzyły się, a w progu stanął ten sam mężczyzna który jeszcze niedawno zaoferował mi pomoc.
- Wreszcie się obudziłaś. - Stwierdził, gdy mnie zobaczył.
- Gdzie ja jestem?
- U mnie. - Oparł, jakby to było oczywiste.
- Gdzie konkretnie? - Nie dawałam za wygraną.
- U mnie. - Powtórzył się, nie zwracając na mnie szczególnej uwagi.
- Dlaczego? - Może chociaż to mi powie...
- Powiedzmy, że twój brat zalazł mi za skórę, a ty - W tej chwili wskazał na mnie, przez co przeszły mnie dreszcze. - płacisz za jego błędy.
- Co? Niby co takiego zrobił? - Nadal dopytywałam nie wierząc w ani jedno jego słowo.
- Ty o niczym nie wiesz. Nie znasz Horana z tej strony, co ja miałem okazję poznać.
- Przepraszam bardzo, ale kurwa chyba swojego brata znam. - Oburzyłam się, będzie mi wmawiał, że nie znam osoby z którą żyje.. mieszkam.
- Nie przeklinaj. - Zwrócił mi uwagę, po czym kontynuował. - Ahh czyli wiesz, że Niall Horan to szef jednego z najniebezpieczniejszych gangów w tym mieście? - Powiedział, a mnie zamurowało.
- Co? - Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Nie wiem czy to prawda, ale w sumie dlaczego miałby mnie okłamywać. A z drugiej strony nawet go nie znam. Mam mętlik w głowie.
- Dlaczego mam ci wierzyć? Nie znam cię.
- A dlaczego masz wierzyć Horanowi? Nie jesteś z nim, gdy wychodzi. Nie wiesz co wtedy robi.
Dobry argument.
- Sama już nie wiem... - Westchnęłam opadając bezwładnie na łóżko.
- Przemyśl to. Aczkolwiek wiec, że ja nigdy nie kłamie.
Powiedziawszy to wyszedł jak gdyby nigdy nic. Siedziałam tam tak sama i patrzyłam w okno przez które i tak nic nie widziałam, ale uspokajało mnie to. Mogłam na poważnie przemyśleć wszystko. W sumie ostatnio wiele się o nim dowiedziałam co mnie zszokowało. Nie zdziwiłabym się, gdyby i to okazało się prawdą.
Po chwili mężczyzna wrócił z jakimiś ubraniami w ręce, jak mniemam damskimi.
- Masz. Możesz się wykąpać i przebrać w czyste ubrania. - Podał mi wspomniane przedmioty i zaprowadził do łazienki. Ku mojemu zdziwieniu wszedł ze mną do środka i z tego co było widać, nie zamierzał wyjść.
- Poradzę sobie. - Próbowałam zachęcić go, aby wyszedł.
- Nie wątpię. - Odparł z chytrym uśmieszkiem.
- Możesz wyjść? - Przeszła z nogi na nogę i wpatrywałam się w niego.
- Nie. - Widać było, że denerwowałam go.
- No kurwa nie mam zamiaru rozbierać się przez tobą i do tego jeszcze myć!
Wykrzyczałam wkurwiona. Nagle Liam podszedł do mnie i mocno chwycił za ramiona przez co zawyłam z bólu.
- Posłuchaj mnie mała suko. To ja tu wyznaczam zasady, a chyba mówiłem ci już coś o przeklinaniu. - Wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Gówno mnie to obchodzi kurwa. - Znów krzyknęłam, aż mnie gardło zabolało. W tej samej chwili poczułam ogromny ból na moim lewym policzku, przez co nie byłam w stanie utrzymać równowagi i przewróciłam się na lodowate panele. Przymknęłam oczy z bólu, gdyż uderzyłam się głową o kant ściany. Dopiero teraz doszło do mnie, że Liam mnie uderzył. Powoli wstałam trzymając się blatu i spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
- Zrobisz grzecznie w końcu to co każe?
- Mężczyzna, który uderzył kobietę nie ma prawa się nim nazywać.
Powiedziawszy to rozebrałam się i szybko weszłam pod prysznic i zasunęłam materiałową zasłonkę. Myłam długo i tym samym dokładnie całe moje ciało. Wszystko, aby zostać tu jak najdłużej. Po chwili usłyszałam dziwny dźwięk, a gdy wyszłam już otulona ciepłym ręcznikiem napotkałam Liama, który... robił sobie "dobrze". Normalnie siedział z wyciągniętym członkiem i poruszał ręką w równomiernym tempie.
- Boże. - Zakryłam usta jedną ręką w szoku. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Szybko odwróciłam wzrok, który napotkał ładnie ułożone ubrania, które leżały na pralce. Chwyciłam je i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju w którym się obudziłam i w błyskawicznym tempie ubrałam w przygotowane ubrania. Ręcznik zawiesiłam na krześle, gdyż nie chciałam jak na razie tam wracać, aby go odnieść. Właściwie to nie pierwszy raz widziałam taki obraz, ale nie mówię także, że jest on przyjemny. Usiadłam zrezygnowana na dużym łóżku i czekałam na zwrot wydarzeń.
wtorek, 14 kwietnia 2015
#9 Ucieczka.
Perspektywa Nialla.
(wcześniej)
Gdy usłyszałem o tym w telewizji zamurowało mnie nie wiem jeszcze czyja to sprawka, ale dowiem się. Chciałem zrobić herbatę dla siebie i Anne, ale przeszkodził mi w tym telefon. Szybko odebrałem, ponieważ nie chciałem, aby siostra w ogóle słyszała o mojej rozmowie. Moim rozmówcą był Louis, który powiadomił mnie o nowej akcji, dlatego tak nagle musiałem opuścić dom. Podjechałem w wyznaczone przez przyjaciela miejsce i opuściłem samochód, aby lepiej się przyjrzeć całej sytuacji. Głównie chodziło o to co przeważnie, czyli przechwyt narkotyków, a raczej ich kupno. Dlaczego było to takie pilne, abym tu się zjawił? Odpowiedź jest prosta. Oprócz nielegalnych wyścigów, jestem również szefem jednego z najniebezpieczniejszych gangów w mieście. To wiele wyjaśnia, no nie?
- No proszę, proszę. Niall Horan we własnej osobie. - Naśmiewał się Payne, nasz nowy diler. Właściwie to pierwszy raz od niego bierzemy, od początku nie byłem co do tego przekonany, ale nasz poprzedni współpracownik został zabity.
- Co jest? - Zwróciłem się do Louisa, który bacznie obserwował każdy ruch Liama.
- Dawaj prochy. - Kontynuowałem w stronę dilera widząc, że Tomlinson nie ma nic konkretnego do powiedzenia.
- Chodźcie. - Pogonił nas, a my poszliśmy w skupieniu za nim. Payne otworzył przed nami duże drzwiczki, po czym wskazał na pudełka w środku.
- Pokaż. - Rozkazałem. Liam spojrzał na mnie jakby coś poszło nie po jego myśli.
- Jasne. - Powiedział przez zaciśnięte zęby, po czym zrobił to co mu kazałem.
- Kurwa myślisz, że jestem idiotą!? Przecież widzę, że to wcale nie te prochy! - Wydarłem się mega wkurwiony.
- Szczerze? Tak. Myślałem, że jesteś idiotą i się nabierzesz, Horan. - Stwierdził z wrednym uśmiechem na twarzy.
- Nosz kurwa zabije gnoja! - Wykrzyczałem. Podszedłem do niego i z całej siły uderzyłem go w twarz, aczkolwiek on również nie był mi dłużny. Zadał mi mocnego kopa prosto w brzuch. Nie czekając dłużej przypieprzyłem mu w to samo miejsce., gdy tylko się chwycił za bolący brzuch, uderzyłem go kolanem w twarz. Chłopak zatoczył się do tył, lecz nie upadł.
- Dobry jest. - Pomyślałem.Gdy tylko trochę zregenerował siły, podszedł do mnie i gwałtownie uderzył z pięści w brodę. Nie musiałem długo czekać, z wargi można było poczuć krew.
- To jeszcze nie koniec, Horan. Zemszczę się. Obiecuję. - Zagroził Payne, po czym odjechał. Na mnie może się mścić, ale kurwa z dala od Anne. Obawiam się jedynie, że on może wiedzieć o mojej młodszej siostrze. Ogólnie staram się zawsze utrzymywać fakt, że mam rodzeństwo w tajemnicy, ale Payne jest potężny.Nie odpuści tak łatwo.
Po 15 minutach byłem już w domu. Po rozmowie z Anne, udałem się do swojego pokoju, chciałem trochę odpocząć od tego wszystkiego. Położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy,. Jednak nie trwało to długo, gdyż coś mi tu nie grało. Rozejrzałem się dokładnie po pomieszczeniu i dostrzegłem, że jedna z szuflad jest całkiem zamknięta, jednak dobrze pamiętam, że gdy wcześniej stąd wychodziłem była ona lekko uchylona. To może świadczyć tylko jedno.Gwałtownie wstałam i udałem się do pokoju Anne.Leżała już w piżamie, widocznie była zmęczona.
- Coś się stało? - Spytała spokojnie.
- Byłaś w moim pokoju? - Spytałem bez żadnego wstępu. Widać było strach w jej oczach, a ja wtedy znałem już odpowiedź. - Dlaczego? - Spytałem widząc, że nie ma zamiaru mi odpowiedzieć.
- Niall ty.. ty tak nagle wyszedłeś... martwiłam się. - Przyznała cicho.
- Czy ty kiedyś widziałaś, żebym ja grzebał ci w pokoju? - Spytałem, a właściwie wykrzyczałem.
- Nie krzycz... - Powiedziała Anne.
- Jak mam kurwa nie drzeć się, jak ty grzebałaś w MOIM pokoju!?
- Przepraszam. - Powiedziała cichutko, widać była przerażona.
- Na chuj mi twoje przeprosiny! Rozczarowałaś mnie, Annabelle! - Nim się obejrzałem, Anne wybiegła ze swojego pokoju omal nie wywalając się na schodach. - Co ty kurwa odpierdalasz!?
Byłem tak wkurwiony, że miałem ochotę ją normalnie zabić. Nagle usłyszałem trzask drzwi i już wiedziałem, że Anne uciekła. Ona jest nienormalna, przecież zamarznie, zresztą jest ciemno... mogło jej się coś stać. KURWA!
Subskrybuj:
Posty (Atom)